Autor Wiadomość
Basiek
PostWysłany: Sob 22:42, 19 Maj 2007    Temat postu:

och niesamowita historia...mi się najbardziej podobało to jak Jezus podszedł do niego, aż tak ciepło na sercu się zrobiło... Wesoly
Olga
PostWysłany: Pią 0:12, 18 Maj 2007    Temat postu:

Suuuuper...
życzę wszystkim aby zapełniali odpowiednie karteczki Wesoly
WojciAch
PostWysłany: Czw 12:33, 17 Maj 2007    Temat postu:

piękne.

Myśle że warto zwrócić uwage na postawę chłopaka - kiedy Go zobaczył.

i postawę tych którzy nie chcą wiedzieć o swoim "pokoju" i mówią NIE Jezusowi.

Tak wielu ludzi żyje na ziemi i pudełka ze złymi karteczkami nie są puste.
Dość łatwo można połączyć ból Jezusa Boga z objawieniami Niepokalanej Maryji Panny w których mówi o modlitwie wynagradzającej za grzechy...
http://www.alfakrakow.fora.pl/objawienia-maryjne-t282.html
.
Ola :)
PostWysłany: Czw 11:58, 17 Maj 2007    Temat postu: coś, co warto przeczytać

warto poświęcić kilka minut i przeczytac to opowiadanie...

Brian Moore miał zaledwie 17 lat, kiedy napisał krótki esej pt. "Pokój". "To jest podobne do bomby. To jest najlepsze, co kiedykolwiek napisałem" - mówił Brian.

Ale to było też jego ostatnim dziełem. Dwa miesiące później, rodzice Briana znaleźli jego esej, porządkując różne papiery. Dopiero wtedy, już po jego śmierci, zrozumieli, że ich syn tak naprawdę opisywał widzenie nieba. Brian zginął tragicznie w wypadku samochodowym 27 maja 1997r.

Pokój

W stanie ni to snu, ni to czuwania, znalazłem się w pokoju. Nie było w nim nic szczególnego oprócz jednej ściany szczelnie zastawionej stelażem z maleńkimi, podpisanymi pudełeczkami. One były podobne do wielkiego bibliotecznego katalogu, gdzie wszystkie książki posortowane są według alfabetu i treści. Jednak napisy na pudełkach, których znajdowało się tu bardzo wiele, były bardzo różnorodne.

Gdy podszedłem do ściany, moją uwagę przyciągnęło pudełeczko z napisem "Dziewczyny, które mi się podobały". Sięgnąłem po pudełko. W nim zobaczyłem wiele karteczek, które zacząłem szybko przeglądać. Byłem zszokowany tym, że błyskawicznie rozpoznawałem imiona na każdej kartce. Szybko odłożywszy pudełko na miejsce, nagle zrozumiałem, gdzie się znajduję.

Ten pokój był surowym katalogiem całego mojego życia. Tu było opisane całe moje istnienie, wydarzenia ważne i małe, ale z takimi detalami, które już dawno uciekły z mojej pamięci. Uczucie zdziwienia i ciekawości, zmieszane ze strachem, wzrastało we mnie w miarę, jak sięgałem po kolejne pudełka i czytałem karteczki znajdujące się w nich. Niektóre przynosiły mi radość i miłe wspomnienia, ale inne budziły laki wstyd i żal, że nawet odwróciłem się za siebie, żeby upewnić się, że nikt mnie nie widzi.

Pudełko z napisem "Przyjaciele" sąsiadowało z drugim: "Przyjaciele, których zdradziłem". Nazwy przechodziły od bardzo zwyczajnych do całkiem dziwnych: "Książki, które czytałem", "Nieprawda, którą powiedziałem", "Pocieszenie, które przyniosłem", "Żarty, z których się śmiałem". Niektóre były aż śmieszne w swej prostocie, np. "Zrobione w gniewie", "Pyskowanie do rodziców".

Nie przestawałem się dziwić zawartości pudełek. W niektórych było dużo więcej karteczek, niż się spodziewałem. W innych mniej, niż miałem nadzieję. Byłem wstrząśnięty przewrotnością mojego życia. Kiedyż ja zdążyłem w czasie tak krótkiego życia, napisać tysiące, czy nawet miliony takich karteczek? A jednak w każdej z nich była napisana czysta prawda. Każda była zapisana moim charakterem pisma, a nawet potwierdzona moim podpisem.

Kiedy zacząłem wyciągać pudełko z napisem "Piosenki, których słuchałem", zrozumiałem, jak głęboko wchodzi ono w ścianę. Karteczki przylegały ciasno do siebie, ale wyciągnąwszy pudełko nawet na trzy metry, nie zobaczyłem jego końca. Wcisnąłem je z powrotem, doświadczając wstydu, nie tyle za zawartość piosenek, ile za ogromną ilość czasu, straconego na ich słuchanie. Kiedy podszedłem do pudełka "Nieskromne myśli", po moim ciele przeszedł chłód. Wyciągnąłem pudełko zaledwie na parę centymetrów, żeby nie widzieć całej jego długości i sięgnąłem jedną karteczkę. Zacząłem cały drżeć od szczegółów, opisanych tam. Zrobiło mi się niedobrze, że takie rzeczy zostały tam zapisane.

Obudził się we mnie prawie zwierzęcy gniew. Tylko jedna myśl królowała w mojej głowie: "Nikt nie powinien zobaczyć tych karteczek! Nikt nie powinien wejść do tego pokoju! Muszę zniszczyć to wszystko!" We wściekłości wyrwałem całe pudełko. Jego rozmiar nie miał już najmniejszego znaczenia. Teraz powinienem wyrzucić ze środka i spalić wszystkie te karteczki. Jednak nawet przy pomocy silnych uderzeń pudełka o podłogę, nie udało mi się wyrzucić ani jednej kartki. Wtedy wyciągnąłem jedną z nich i zauważyłem, że ona zrobiona jest z czegoś tak twardego, jak stal. Nie było możliwym ani potarganie jej, ani spalenie. Zdruzgotany i bezsilny, postawiłem pudełko na miejsce. Oparłszy się czołem o ścianę, żałośnie i głęboko westchnąłem.

I wtedy zobaczyłem właśnie to. Na tabliczce było napisane: "Ludzie, z którymi dzieliłem się Ewangelią". Rączka była jaśniejsza od innych rączek, praktycznie całkiem nowa. Pociągnąłem za nią i miniaturowe pudełeczko, głębokości może siedmiu centymetrów, wpadło mi w ręce. Znajdujące się tam karteczki mogłem policzyć na palcach jednej ręki. W tym momencie poleciały łzy. Gorzko zapłakałem. Szloch był tak głębokim, że sprawiał ból. Wydobywał się gdzieś z moich wnęt&rzności i obejmował mnie całego. Upadłem na kolana, zalewając się łzami. Płakałem ze wstydu, obejmującego całe moje istnienie. Długie rzędy pudełek wirowały przed moimi zapłakanymi oczami. Nikt nie powinien wiedzieć o istnieniu tego pokoju. Powinienem go zamknąć i dobrze schować klucz.

I wtedy, próbując wytrzeć łzy, zobaczyłem Jego. Nie, tylko nie On, tylko nie tutaj. Ktokolwiek, tylko nie Jezus. Bezsilnie patrzyłem, jak On wyciągał pudełka i czytał karteczki. Trudno było znieść, widząc reakcję Jezusa, chociaż tylko sporadycznie spoglądałem na Jego twarz. Widziałem ból o wiele głębszy, niż mój własny. Wydawało mi się, że Jezus intuicyjnie podchodził do najgorszych pudełek. Po co On to wszystko czyta? Wreszcie, odwrócił się i popatrzył na mnie przez długość całego pokoju. W Jego oczach zobaczyłem współczucie. A jednak, to mnie nie zdenerwowało. Opuściłem głowę, zakryłem twarz rękoma i znów zacząłem płakać. On podszedł i objął mnie. Jezus mógłby mi tyle powiedzieć, a jednak nie powiedział ani słowa. Tylko płakał razem ze mną.

Potem wstał i powrócił do ściany z pudełkami. Zaczynając z jednego końca pokoju, sięgnął po pudełko i kartka po kartce podpisywał je. "Nie" - zawołałem i podbiegłem do Niego. Jedyne, co mogłem powiedzieć, to "nie, nie". Na nich nie powinno widnieć Jego imię, a jednak ono tam już było, napisane, jasnym, soczystym, czerwonym kolorem. Imię Jezusa było napisane powyżej mojego. Ono było napisane Krwią. Delikatnie wziął kartkę z moich rąk, uśmiechnął się smutno i kontynuował podpisywanie karteczek.

Myślę, że nigdy nie dowiem się, w jaki sposób udało Mu się tak szybko podpisać wszystkie te karteczki, ale już za moment usłyszałem, jak Jezus odłożył na miejsce ostatnie pudełko i podszedł do mnie. Położył mi rękę na ramieniu i powiedział: "Wykonało się". Stanąłem na nogi i Pan wyprowadził mnie z pokoju. W drzwiach nie była żadnego zamka ani zasuwy. Pozostały jeszcze te karteczki, które trzeba zapełnić w przyszłości...

"Albowiem tak Bóg umiłował świat, że oddał Syna swego Jednorodzonego, aby każdy kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne" (J 3,16)

Powered by phpBB Theme ACID Š 2003 par HEDONISM
© 2001 - 2005 phpBB Group